Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/fracta.ten-otwierac.sanok.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Jest mi pani potrzebna.

Tekst opracował KRZYSZTOF WICZKOWSKI

- Jest mi pani potrzebna.

naszą powinność wobec Danny'ego. Dom był pełen ludzi, co wcale nie zaskoczyło Becka. Każdy, kogo cokolwiek łączyło z Hoyle'ami, przybył tu dziś, aby oddać cześć zmarłemu. Pojawili się wszyscy dyrektorzy i kierownicy fabryki, wraz z małżonkami. Robotników przybyło tylko kilku. Byli to ludzie, którzy pracowali u Huffa niemal od samego początku. Stali z dala od wszystkich, w krawatach i koszulach z krótkimi rękawami, wyraźnie spięci faktem, że przebywają w domu Huffa Hoyle'a. Niezgrabnie trzymali talerze z jedzeniem, starając się nie upuścić niczego na podłogę. Przybyli też klakierzy, zawsze chętni do przyklaskiwania Hoyle'om, ponieważ od tego zależały ich przychody. Miejscowi politycy, bankierzy, nauczyciele, detaliści i lekarze - wszyscy czerpali zysk ze szczodrości Huffa. Gdyby któryś z nich zadarł z potentatem, w okamgnieniu wypadłby z interesów. Było to niepisane prawo i wszyscy w miasteczku o tym wiedzieli. Każdy z gości wpisał się do księgi pamiątkowej, żeby Huff wiedział o ich przybyciu, nawet jeśli nie zamieni z nimi ani słowa na przyjęciu. Najmniej liczną grupę stanowili ludzie, którzy przybyli tu dla Danny'ego. Na tle tłumu wyróżniali się tym, że ich twarze wyrażały szczery smutek. Przez większą część stypy stali stłoczeni w jednym kącie, rozmawiając przygaszonymi głosami. Nie mieli zbyt wiele do powiedzenia gospodarzom, z obojętności lub z onieśmielenia. Opuścili przyjęcie, gdy tylko pozwoliła im na to przyzwoitość. Beck wmieszał się w tłum, przyjmując po drodze kondolencje, jako bona fide członek rodziny. Sayre również spacerowała po domu, rozmawiając wyłącznie z gośćmi. Unikała Becka, Chrisa i Huffa, ignorując ich tak, jakby ich tu w ogóle nie było. Beck zauważył, że ludzie trzymali się od niej na dystans, dopóki sama do nich nie podeszła. Byli to prości mieszkańcy małego miasteczka. Sayre w niczym ich nie przypominała. Chociaż zachowywała się bardzo otwarcie, onieśmielała gości swoją klasą i elegancją. Beckowi udało się napotkać jej spojrzenie tylko raz. Szła wtedy przez główny hol domu, obejmując wypłakującą się na jej piersi Selmę. Spostrzegła, że się jej przygląda i spojrzała nań, jakby był powietrzem. Minęły dwie godziny, zanim tłum zaczął się przerzedzać. Beck dołączył do Chrisa, który buszował przy bufecie. - Gdzie jest Huff? - Pali papierosa w bibliotece. Dobra szynka. Próbowałeś? - Jeszcze nie. Z Huffem wszystko w porządku? - Sądzę, że jest po prostu zmęczony. Ostatnie dni nie należały do najlżejszych. - A jak ty się czujesz? Chris wzruszył ramionami. - Różniliśmy się z Dannym, sam wiesz najlepiej, ale mimo to był moim bratem. - Sprawdzę, co z Huffem. Zostawię cię w roli gospodarza. - Wielkie dzięki - wymruczał Chris. - Nie może być aż tak źle. Widzę Lilę Robson. - Chris szczycił się niepomiernie swoim najnowszym podbojem, potwierdzając jedynie to, co Beck od dawna podejrzewał - że mąż Lili był idiotą. - Wygląda na smutną. Przydałoby się jej nieco towarzystwa. - Nie jest smutna. Po prostu się dąsa. - Z jakiego powodu? - Uważa, że jestem z nią wyłącznie dla seksu. - Dlaczego miałaby tak myśleć? - spytał Beck sarkastycznie.
Mark aż zgrzytnął zębami, a potem machnął ręką.
- A więc jesteś szczęśliwa... - westchnęła Smutna Dziewczyna. - Masz już swoje imię i nie jesteś tylko zwykłą, jedną
przekornym pytaniem.
Uśmiech znikł z twarzy Tammy.
- I nie chcesz być kochany?
- Gdyby utrzymywała pani przynajmniej luźny kontakt z opiekunką chłopca, wiedziałaby pani, że chcę zabrać dziecko, ale potrzebuję na to pani zgody.
jak coś nieoczekiwanie porwało go z miejsca, a groźny kawałek łańcucha przeleciał tuż obok.
- Z największą przyjemnością. Pokażę pani pokój. Pro¬szę tędy.
- To chodźmy najpierw nad brzeg morza. Jest tam duży kamień, na którym lubię siadać i marzyć, obserwując zachód
- On musi stale iść w głąb siebie, aby siebie odnajdować...
Ingrid niecierpliwiła się - Mark zostawił ją samą w sa¬lonie. Do czego to podobne?
Zamilkli oboje.

Czy to możliwe?

smakiem w ustach; stare uczucia wracały silną falą. Wyrzuty sumienia z powodu
Ostatnie dwadzieścia cztery godziny okazały się, z perspektywy Bentza, bezowocne.
To tylko jego wyobraźnia.
– I nie raczyłeś nas o tym poinformować? – zapytała Martinez.
Montoya wychwycił tylko kilka słów – staruszek się martwił. Odpowiedziała mu kobieta,
A co to za pomysł? Wiedziałaś, w co się pakujesz, wychodząc za pracoholika.
– I nie zwariowałem.
– A jaką rolę gra w tym wszystkim Fernando Valdez? – zainteresował się Montoya.
ich córeczka...
– Ale ty też zabijasz niewinnych.
Valdez w policyjnej bazie danych w okręgu Los Angeles, poszperałem głębiej i rzeczywiście
kluczy, za wszelką cenę chciała odzyskać album. – Nie, to nie tak!
Z drżeniem patrzyła na kobietę, która celowała do niej z pistoletu. Śmiercionośna lufa
dystrybutorów – ale nic im to nie dało.
stoliku znalazły się w niebezpieczeństwie..

©2019 fracta.ten-otwierac.sanok.pl - Split Template by One Page Love